piątek, 15 kwietnia 2011
Altewai.saome wiosna/lato 2011

Mam słabość do młodych projektantów wywodzących się ze Szwecji i zawsze gdy o jakimś słyszę chcę przyjrzeć mu się z bliska. Tak było i z tą kolekcją. Altewai.saome założyły dwie młode projektantki z Malmö, Natalia Altewai i Randa Saome. Dziewczyny studiowały we Włoszech. Jest i polski akcent!!! Mama jednej z dziewczyn jest Polką. Nie jest to typowo szwedzki styl (jak Acne, Filippa K.) , może stanowi połączenie szwedzkiego z włoskim? Na pewno kolekcja jest ciekawa. Znajdziemy w niej modne elementy (spodnie dzwony, rozkloszowane sukienki, biel z must have tej wiosny - białą sukienką), ale zauważymy też charakterystyczny styl, cała linia uszyta jest bowiem z tych samych materiałów, powtarzają się wzory i zaledwie kilka kolorów. Jest bardzo spójna. Co jako pierwsze rzuciło mi się w oczy? Nie wygląda jak typowo wiosenno-letnia kolekcja. Głownie za sprawą kolorów – dominuje szarość, beż, trochę brudnego niebieskiego, grafit. Wszystkie kolory są stłumione, jedynie biel jest czysta. Materiały z których uszyto spódnice i szorty są dość ciężkie. Brakuje typowo letnich ubrań. Gdybym nie wiedziała, pewnie powiedziałbym, że to musi być jesienna kolekcja. Ale kilka rzeczy naprawdę mi się podoba. Szczególnie sukienki, koszule, szorty z wysokim stanem.

Widać wyraźne inspiracje latami 60-tymi i 70-tymi – we wzorach (graficzne i kwiatowe), kolorach i formach – rozkloszowane sukienki, pudełkowe żakiety, spodnie w kant, okrągłe kołnierzyki przy koszulach i sukienkach. Także sposób kombinacji ubrań i kolorów jest typowy dla lat 60-tych. Szorty i mini spódniczki mają wysoki stan i linię litery A.

Bardzo ciekawe są koncepcje łączenia materiałów i kolorów na przykład kwieciste wstawki, beż z brudnym niebieskim. Można zauważyć ciekawe detale, jak lamówki przy sukience i żakiecie, kontrastowe rękawki w t-shirtach. Dodatkiem do niektórych ubrań są paski zrobione ze sznurka. Słabym punktem są, jak dla mnie, spodnie z lśniących materiałów (kilka par pojawiło się w kolekcji) i to, że część spodni nawet na niezwykle chudej modelce wyglądają na przyciasne w biodrach i nieciekawie  się marszczą (na stronie marki, nie wklejam, bo skupiłam sie na ciekawszych zestawach).

Kolekcję uważam za udaną, ciekawą, wnoszącą coś nowego na rynek ubraniowy. Ubrania nadają się do noszenia na co dzień, ale daleko im do banału. Linia ma w sobie coś charakterystycznego, jest spójna i konsekwentna. Na stronie marki można już zobaczyć kolekcję na jesień-zimę i muszę przyznać, że jest świetna. Na pewno będę obserwować ten duet.

 

Acne wiosna/lato 2011

Acne to szwedzka marka, która wypuściła swoją pierwszą kolekcję w 1998 roku. Reprezentuje typowo skandynawski, minimalistyczny i prosty styl. Obecnie dyrektorem kreatywnym Acne jest Jonny Johansson. Najnowszą kolekcję miałam okazję zobaczyć na żywo, w butiku marki w Norwegii. Muszę przyznać, że prezentuje się jeszcze lepiej na żywo niż na zdjęciach. Głównie za sprawą doskonałej jakości materiałów i staranności wykonania. Niektóre, drobne detale trudno dostrzec na zdjęciach no i trudno dotknąć materiałów – w tych można się naprawdę zakochać.

W kolekcji na wiosnę i lato 2011 dają się zauważyć bieżące trendy, ale nie te najbardziej oczywiste. Znajdziemy tam i długości maxi i ciekawą wersję obowiązkowej w tym sezonie małej białej. Z soczystych kolorów pojawia się pomidorowa czerwień i pomarańcz, reszta jest w raczej neutralnych, niekiedy spranych kolorach. Sporo jest odcieni nude, trochę białego, granatu i rozmytych szarości. Marka lansuje monochromatyczny look, bez kontrastów, bez kolorowych elementów. Trendem, który zdominował kolekcję jest minimalizm. Acne lansuje surowy, prosty look, tak bardzo ograniczony w formie i kolorach, że aż wyrafinowany. Minimalistyczne fasony bardzo zyskują na sylwetce, dopasowując się do niej. Niektóre oversizowe elementy pozostawiają dużą dowolność noszenia, dają się formować na sylwetce, na przykład za pomocą paska, ale mogą być też noszone nonszalancko bez niczego i przy każdym ruchu tworzyć nowy kształt.

Dominują lekkie materiały, głównie jedwabie, łączone z ciężkimi, jak skóra. Diabeł tkwi w szczegółach i precyzyjnym wykonaniu. Na niektórych ubraniach wytłoczone lub nadrukowane są delikatne wzory w azteckim stylu. To również ukłon w stronę dominujących tendencji, ale nienachlany, wyrafinowany. Nawet gdy trend przeminie te ubrania będzie można nadal nosić. Wzrok przyciąga skórzana kurtka nabijana, nie, nie ćwiekami, ale dużymi, czarnymi perłami - ciekawe połaczenie stylu punk z czymś kobiecym i delikatnym. Perły pojawiają sie na kilku elemntach kolekcji i dodają tym surowym formom nieco subtelności.

Wiele rzeczy w kolekcji Acne naprawdę mnie zachwyca, ale nie mogę przeboleć jednego elementu – ciężkich, kanciastych koturn. Część z nich przypomina podwyższone buty gejszy, część sandałki, swoją kanciastą wersję mają nawet kozaki. Podobne koturny było modne w drugiej połowie lat 90-tych i faktycznie dużo dziewczyn je nosiło, ale to coś o czym chciałoby się zapomnieć. Obok tych olbrzymich koturn, minimalistycznych form i wysokiego stanu w spodniach i spódnicach, o inspiracjach z drugiej połowy lat 90-tych przypominają jeszcze elementy z błyszczącej, metalicznej skóry przypominającej wyglądem plastik (spódnice, sukienka).

Kolekcja jest udana i bardzo inspirująca. Acne nie schodzi z wytyczonego kursu. Kursu na minimalizm i wysoką jakość. Typową także dla innych skandynawskich projektantów (jak na przykład Filippa K., którą także bardzo lubię. Marka jest na bieżąco z najnowszymi tendencjami, ale podchodzi do nich z dużym dystansem, konsekwentnie trzymając się charakterystycznego dla marki stylu. Za to również duży plus.

 

La Mania wiosna/lato 2011

O marce La Mania zrobiło się ostatnio bardzo głośno, jest nowością na polskim rynku i z pewnością warto się jej lepiej przyjrzeć. Kolekcja na wiosnę/lato 2011 jest drugą w dorobku marki założonej przez Joannę Przetakiewicz. Za kształt kolekcji odpowiada projektantka Magdalena Butrym – to wszystko gwoli  przypomnienia, bo pewnie każdy orientujący się choć trochę w modzie już miał okazję o tym przeczytać lub usłyszeć. Pierwsza kolekcja odniosła duży sukces i rozbudziła apetyt na więcej. Czy został on zaspokojony? I tak, i nie. Co znajdziemy w kolekcji? Dużo sukienek, to one są najmocniejszą stroną linii. Po pierwsze rozkloszowane, inspirowane latami 50-tymi i 60-tymi. Po drugie zwiewne, nieco romantyczne. Po trzecie proste, o ciekawych formach, bez rękawów lub na jedno ramię, w beżu lub mocnym kolorze. Trochę jest też długości maksi z wysokim rozcięciem– sukienek i spódnic łączonych ze skórzaną górą. Część sukienek, topów i marynarek ma baskinkę. Znajdziemy tu też spodnie dzwony i płaszcze.

Po pierwszym, pobieżnym spojrzeniu na tę kolekcję miałam dwie refleksje: dużo pięknych rzeczy i dużo z tego już było. Nie tylko na wybiegach, ale także w sieciówkach. Czy to źle? Trudno powiedzieć. Jeżeli szukamy najnowszych trendów i dokładnie po nie przychodzimy do sklepu, znajdziemy je w kolekcji La Mania. Dużo bieli, kontrastowe połączenie bieli z czernią, sporo beżów i intensywne kolory: pomarańcz, róż, limonka. Poza tym rozkloszowane sukienki. To nie tak, że mi się to nie podoba. Bardzo mi się podoba i kilka z tych sukienek (właściwie większość, poza tymi z baskinkami) chętnie widziałabym w swojej szafie. Sukienki La Manii są kobiece, eleganckie i zgodne z najnowszymi tendencjami. Mój faworyt to te zwiewne, jasne, idealne na lato. Są także praktyczne, część nadaje się na co dzień, część na wszelkiego rodzaju większe wyjścia i uroczystości. Nie są zbyt ekstrawaganckie – nie zszokujemy nimi babci na weselu kuzynki. Także jest to na pewno kolekcja do noszenia. Nie zachwycają biało-czarne zestawy ze spodniami-dzwonami i żakietami – zbyt biurowe w złym tego słowa znaczeniu. Nie podobają mi się wyżej wspomniane baskinki, bo tworzą dziwną formę na sylwetce. Zaciekawił mnie skórzany top w karmelowym odcieniu (mam słabość do skórzanych ubrań), ale na zdjęciu kiepsko się układa, nie powinno mieć to miejsca w udanej skądinąd sesji zdjęciowej.

Cała linia jest prosta, minimalistyczna w formach, pozbawiona ozdób, może poza kilkoma detalami, jak na przykład skórzane kołnierzyki w sukienkach a’la lata 60-te -ten element  akurat bardzo mi się podoba. Atutem kolekcji są naturalne materiały – jedwabie, wełny. Plus również za dostępność ubrań na stronie internetowej i dokładne opisy z propozycjami z czym daną rzecz nosić i z jakimi akcesoriami łączyć. Dobrze, że umieszczono także informacje o sposobach konserwacji ubrań – tylko czyszczenie chemiczne.

Kolekcja jest bardzo estetyczna i po prostu ładna, nie szokuje, nie prowokuje. Można powiedzieć, że ciuchy zaprojektowano tak aby zminimalizować ryzyko, że ktoś ich nie kupi. Piękne, eleganckie sukienki są odpowiedzią na potrzeby kobiet. Mam jednak wrażenie, że kolekcja nastawiona jest na komercyjny sukces a nie na realizację jakiejś nowatorskiej wizji projektanta. Czy to dobrze? Z jednej strony tak, ponieważ przeciętna kobieta potrzebuje ciuchów do noszenia – do pracy, na co dzień, na mniejsze i większe wyjścia. Polska ulica jest konserwatywna i słabo toleruje ekstrawagancje, o czym sama wielokrotnie się przekonałam. Teraz druga strona: zależy jak pojmujemy modę. Czy ma być tylko użyteczna i ładna czy jest też sztuką, eksperymentowaniem i ciągłym kreowaniem czegoś nowego? Myślę, że jedno i drugie. Od nas zależy jak na nią patrzymy. Jeśli szukamy „czegoś więcej” i lubimy rzeczy zaskakująco oryginalne, raczej nie zostaniemy miłośnikami La Manii.

Wróżę tej kolekcji duży komercyjny sukces (zresztą polskie gwiazdy i gwiazdeczki już masowo pojawiają się w strojach marki na salonach) ale La Mania nie zaskakuje, nie inspiruje i nie kreuje nowych tendencji.

poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Gucci Wiosna/Lato 2011
Wśród pokazów na nowy sezon zawsze są takie, którym nie poświęcam większej uwagi i takie, które stają się moim lookbookiem na nadchodzące miesiące. Wyznaczają mi kierunek poszukiwań ubrań na nową porę roku i nagle bardziej lub mniej świadomie zaczynam komponować zestawy w duchu najbardziej inspirującego z pokazów.