piątek, 06 maja 2011
Platformy

Z przerażeniem zobaczyłam artykuł na ich temat na stronie www.vogue.com.  Pojawiły się też na stockholm street style jako gorący trend. Już kilka miesięcy temu straszyły mnie z wystawy sklepu Acne, ale początkowo miałam nadzieję, że to odosobniony przypadek. Ale to już fakt, tak więc: czas zacząć się bać.  Taaak, platformy w najgorszej formie prosto z drugiej polowy lat 90-tych. Te na zdjęciu są od Pradyi już stały się hitem.

 

www.vogue.com

www.vogue.com

http://carolinesmode.com/stockholmstreetstyle/

 

Sama ostatnio chętnie czerpie z lat 90-tych bo nie jest to jeszcze mocno wyeksploatowany trend (na przykład w porównaniu do lat 80-tych lub 60-tych), nawet ich druga polowa ma swoje perełki, ale buty na takiej platformie to jak na razie dla mnie zbyt wiele. Mam nadzieję, że jednak ulica tego nie przyjmie. Chcę to oglądać tylko w teledyskach Spice Girls i muzeum lat 90-tych. Tak, ta moda zaczęła się około roku 1997 i jej propagowanie należy przypisać właśnie przebojowemu girlsbandowi.

Najbardziej radykalne modele produkowała hiszpańska firma Buffalo, ale ogólnie na rynku było mnóstwo butów w tym stylu, od sandałków aż po kozaki, w kilku możliwych wysokościach i wielu kolorach, choć najczęściej kupowane modele były czarne lub białe. Nosiły je głównie młode dziewczyny, ale starsze także a nawet chłopcy (naprawdę!). Zależnie od regionu, różnie je nazywano, u mnie w mieście „żelazkami” i ogólnie jego mieszkanki bardzo sobie ten rodzaj obuwia upodobały. To było zjawisko, któremu dziwili się znajomi przyjeżdżający z innych miast. Najbardziej wytrwałe wyznawczynie kultu żelazek pozbyły się ostatnich par zaledwie kilka lat temu.

 

Platformy Buffalo

 

Żebym tego kiedyś nie pożałowała, bo już przed kilkoma rzeczami się zarzekałam, ale mówię platformom stanowcze nie i naprawdę nie wiem, po co wywlekać je znowu na światło dzienne. Trendy mijają i wracają i na tym polega moda.  Ale o kilku z nich należy zapomnieć. I nie przyznawać się nikomu, ze się je nosiło. Zdjęcia schować w najgłębsze zakamarki i oglądać  tylko w celu zapewnienia sobie porządnej dawki śmiechu w wyjątkowo podły wieczór.