piątek, 29 kwietnia 2011
Panny młode - ikony

Dziś odbył się wyczekiwany od kilku miesięcy ślub Williama i Kate. Jedną z najpilniej strzeżonych przed ceremonią tajemnic była oczywiście suknia panny młodej. Od jakiegoś czasu toczyły się zaciekłe dyskusje dotyczące projektanta i fasonu  sukni, dziś poznaliśmy prawdę.



Kreację zaprojektowała angielska projektantka, Sarah Burton z domu mody Alexandra McQueena. Typowano głównie innych projektantów, z Brucem Odfieldem na czele. Warto się jej lepiej przyjrzeć , nie tylko dlatego, że na długi czas wyznaczy ona bowiem trendy w krawiectwie ślubnym – suknia jest bardzo udana. Delikatna, elegancka, ale też bardzo kobieca. Łącząca tradycję z nowoczesnością. Dopasowana, z koronkowymi rękawami i dekoltem w kształcie litery V, z rozkloszowanym dołem i długim trenem. Porównuje się ją do kreacji ślubnej Grace Kelly.  Czy słusznie? Postanowiłam przyjrzeć się sukni Grace a także kilku innym, które przeszły do historii. Głównie dzięki kobietom, które miały je na sobie, ale niektóre z tych projektów zasługują na uznanie. Spektakularne, zaskakujące, oddają styl i osobowość ich posiadaczek a także obrazują zmiany w modzie. Stały się inspiracjami wielu ślubnych kreacji i do dziś zachwycają.

 

Grace Kelly, ślub z księciem Monako, kwiecień 1956

Bardzo elegancka suknia stworzona przez Helen Rose, zdobywczynię Oscara za stroje dla wytwórni filmowej.

 

Lady Diana & Karol, 29 lipca 1981


Najczęsciej kopiowana suknia ślubna i doprawdy trudno w to teraz uwierzyć – niczym wielka beza, mnóstwo falban, olbrzymie bufiaste rękawy… Cóż, pozostaje nam zrzucić całą winę na lata 80te.

 

Aundrey Hepburn, ślub z Melem Ferrerem, 26 wrzesień 1954


Suknia od Balmain, rozkloszowana, ze stójką, idealna dla filigranowej Aundrey.

 

Yoko Ono, ślub z Johnem Lennonem, 20 marzec 1969


Oryginalna, jak jej właścicielka. Mini spódniczka, podkolanówki i słoneczny kapelusz zamiast welonu.

Innym przykładem typowej dla lat 60-tych sukni była ta założona przez Sharon Tate na ślub z Romanem Polańskim w 1968 roku: 

 

Bianca Jagger & Mick Jagger, 12 maj, 1971

Kreacja godna dziewczyny rockmana - biały garnitur od Yves Saint Laurent i nic pod spodem.



Madonna, ślub z Seanem Pennem, 16 sierpień, 1985


Victoria Beckam & David Beckham,4 lipiec 1999



Jackie Onassis, ślub z Johnem F. Kennedym, wrzesień 1953


Zaprojektowana przez Ann Lowe, jedna z najsłynniejszych sukien w historii.

Nicole Kidman & Keith Urban,  lipiec 2006

Condé Nast Brides ogłosił tę kreację suknią ślubną stulecia. Zaprojektowana przez Nicolasa Ghesquiere, piękna, romantyczna, w starym stylu… Ale to stwierdzenie jest chyba nieco na wyrost.

Cindy Crawford, ślub z Randem Gerberem, 29 maj 1998


Supermodelka, lata 90-te I popularny w tamtych czasach ślub na plaży . Lekka sukienka od Johna Galliano i bose stopy – swoboda i naturalność, bo nie zawsze trzeba iść w kierunku trenów i stylu na bezę. Ale brak butów sprawdzi się raczej tylko na Bahamach.

Brigitte Bardot, slub z Jacquesem Charrie, 1959


Rozkloszowana sukienka od projektanta Jacquesa Estere w biało - różową krateczkę Vichy – kwintesencja stylu BB.

Elizabeth Taylor, Conrad Hilton Jr., 1950


Satynowej sukni ślubna warta 1500 dolarów, zaprojektowana przez Helen Rose. Suknia ręcznie wyszywana perłami, które przyniosły jej pecha. Elegancka i ponadczasowa.

W tym przeglądzie sukni ślubnych nie może zabraknąć jeszcze jednej:

Carrie Bradshow & Mr. Big. – spektakularna kreacja zaprojektowana przez Vivienne Westwood.



niedziela, 24 kwietnia 2011
Wesołych Świąt!

Coś w klimacie wielkanocnych zajączków ;-)

 

Elsa Peretti, French Vogue, 1975

 

piątek, 22 kwietnia 2011
Stylowe pisanki

Vogue.com poprosił kilku projektantów o ozdobienie wielkanocnych pisanek. Na stronie:

http://www.vogue.com/vogue-daily/article/designers-create-their-own-easter-eggs/

można zobaczyć efekt tej zabawy.

 

 

A te to moje ulubione:

 

 

Zbyt piękne by je zjeść, ale taka święconka to marzenie każdej fashionistki.

Stylowych Świąt!

 

 

16:44, hhhypnotic
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 kwietnia 2011
Coco Chanel:"Dziewczyna powinna mieć dwie cechy: być klasyczną i zachwycającą."

Obecnie marka Chanel to uosobienie klasycznego szyku, ale nie zawsze tak było. W czasach w których żyła Coco Chanel jej projekty były naprawdę szokujące. Chanel zrewolucjonizowała ówczesny świat mody a także pojmowanie marki. Stworzyła współczesną modę i zmieniła rozumienie stylu. To, co zrobiła dla mody Coco Chanel można przyrównać do tego ,co dla astronomii zrobił Kopernik. Chanel stworzyła kobietę od nowa. Niekoniecznie myślimy o tym na co dzień, ale każda z nas posiada w szafie coś, co zawdzięczamy Coco, chociażby sztuczną biżuterię czy golf, o małej czarnej nawet nie wspominając, bo chyba nawet osoby zupełnie niezainteresowane modą wiedzą, że ten seksowny i zarazem klasyczny strój zawdzięczamy Madame Chanel. Trudno sobie wyobrazić jak wyglądałby styl współczesnych kobiet gdyby nie ona.

Chanel nie miała łatwego życia, ale dobrze wiedziała czego chce i do tego dążyła. Urodziła się w Samur, we Francji 19 sierpnia 1883 roku jako Gabrielle Bonheur Chanel. Miała czwórkę rodzeństwa. Jej matka zmarła gdy dziewczynka miała 12 lat, niedługo po tym opuścił ich ojciec. Gabrielle trafiła do domu dziecka prowadzonego przez zakonnice. To doświadczenie ukształtowało jej spojrzenie na modę, w swojej twórczości będzie się później inspirować czarno-białymi strojami zakonnic. Po ukończeniu pełnoletniości i opuszczeniu zakonu dziewczyna zaczęła śpiewać w kabaretach i to właśnie od jej popisowego numeru wziął się przydomek „Coco.” Była kiepską śpiewaczką, ale nadrabiała tańcem i charyzmą. Niedługo potem związała się z bogatym Etienne Balsanem. To on wprowadził ja w wyższe sfery. Zaczęła wtedy projektować kapelusze cieszące się dużym uznaniem. Później związała się z kapitanem Arthurem Edwardem „Boyem” Capel. Był on największą miłością Chanel. Jego śmierć w wypadku samochodowym była dla niej olbrzymim ciosem, mimo, że oficjalnie nie byli już razem. To on sfinansował otwarcie pierwszego sklepu Chanel z kapeluszami i stał się inspiracją dla jej początkowego wizerunku i pierwszych projektów – codziennych, funkcjonalnych ubrań dla kobiet, wzorowanych na męskich blezerach i szytych z materiałów z jakich dotychczas powstawała męska bielizna.

W tamtych czasach kobiety nosiły pełne przepychu suknie i gorsety. Proste, pozbawione jakichkolwiek ozdób sukienki do kolan  noszone przez Coco były więc prawdziwą rewolucją. Stały się jednak ikoną paryskiego krawiectwa na kilka dziesięcioleci. Zamiast skomplikowanych fryzur Coco nosiła krótkie włosy. Była też miłośniczką spodni i innych ubrań zapożyczonych z męskiej garderoby: prochowca, t-shirtu w paski, odzieży sportowej, ubiorów narciarskich. Robiła wszystko po swojemu, nie chciała być skrępowana strojem, podobnie jak nie była skrępowana konwenansami. Miała burzliwe życie prywatne i wiele romansów, między innymi z księciem Dymitrem Romanowem, Igorem Strawińskim i Paulem Iribe, jednak nigdy nie wyszła za mąż. Zawsze na pierwszym miejscu stawiała swoją niezależność. Przynajmniej w ten sposób o sobie mówiła.

Po wybuchu drugiej wojny światowej Chanel zamknęła swoje sklepy, twierdząc, że nie jest to czas dla mody. W czasie wojny miała romanse z nazistami, była też posądzona o szpiegostwo. Te kontakty ściągnęły na nią dużą publiczną krytykę. Teraz rzadko się o tym wspomina. Być może jest więc jeszcze szansa dla Johna Galliano.

Do świata mody powróciła w 1954 roku. Jej nowa kolekcja nie spotkała się w Paryżu z dobrym przyjęciem, głównie za sprawą jej kontaktów z nazistami. Odniosła za to sukces wśród Brytyjczyków i amerykanów, którzy stali się jej wiernymi klientami. Po czternastu latach przerwy ponownie otworzyła swój salon przy Rue Cambon 31. Wypromowała wtedy kostium składający się z prostego żakietu bez kołnierzyka, wykończonego plecionką i zapinanego na złote guziki oraz spódniczki do kolan. Kostiumy uszyte były z wełny, tweedu lub dżerseju, aby mogły być, w zależności od potrzeb, noszone na każdą okazję. Chanel zestawiła je z bluzkami z tego samego materiału, co podszewka żakietu i biżuterią: łańcuszkami, sznurami pereł, medalionami lub naszyjnikami przypominającymi różańce. Częstym dodatkiem były też kolczyki z pereł. Stałymi klientkami Coco zostały Jackie Kennedy oraz aktorka Romy Schneider.

Największym rywalem Coco Chanel był Christian Dior. Twierdziła, że to za sprawą jego pokazu New Look powróciła do mody.  Powiedziała wtedy „Dior nie ubiera kobiet, on je tapiceruje” i postanowiła dać kobietom to, czemu sama hołdowała: poczucie władzy i niezależności poprzez proste, lecz szykowne stroje. Zmarła w wieku 88 lat, 10 stycznia 1971 roku w Paryżu będąc na etapie przymiarek nowo tworzonej kolekcji.

Chanel była niezwykłą jak na swoje czasy postacią. Charakteryzowała się nowoczesnym myśleniem, chciała być traktowana na równi z mężczyznami, a nie jako ich ozdoba. Jednocześnie miała niezwykły zmysł estetyczny i charakterystyczny styl. Postanowiła dać kobietom wygodne i praktyczne stroje, niekrępujące ruchów, przystosowane do stylu życia nowoczesnej kobiety. Stworzyła dwukolorowe buty z czarnym noskiem aby plamy nie były na nim widoczne. Wyściełała je wygodną wkładką. Jako pierwsza powiesiła damską torebkę na łańcuszku, aby mogła towarzyszyć każdej nowoczesnej kobiecie w aktywnym życiu. Torebka 2.55 (od daty powstania – luty 1955) przeszła do klasyki stylu. Kultowa mała, pikowana , jest kochana przez kobiety do dzisiaj. Podobnie jak wprowadzone przez Chanel w 1921 roku na rynek perfumy N°5 (z kilku kompozycji te zostały przedstawione projektantce jako piąte z kolei. Inne źródła podają, że cyfra 5 była ulubioną Coco i dlatego postanowiła nazwać nią swoje perfumy). Butelka tych perfum jest sprzedawana na świecie co pół minuty.

Madame Chanel była władczą kobietą sukcesu. Jednocześnie korzystała z pomocy dobrze usytuowanych, starszych kochanków, szczególnie na początku swojej kariery. Czy faktycznie była więc tak niezależna? Na pewno czasy w których żyła były zupełnie inne od obecnych, Chanel dostosowała się do nich aby realizować swoje marzenia i dać kobietom swobodę i nieskrępowanie, przynajmniej w kwestii stroju. Dzięki swojemu odważnemu stylowi stała się nieśmiertelna. W szafie każdej fashionistki znajdzie się mała, pikowana torebka na łańcuszku, żakiet bez kołnierzyka, długi sznur sztucznych pereł czy materiałowa kamelia – ulubiony kwiat Coco.

Od 1983 dyrektorem artystycznym domu mody Chanel jest Karl Lagerfeld, jeden z najbardziej wpływowych projektantów świata. Odświeżył on styl Chanel i wciąż utrzymuje markę na najwyższym poziomie.

Cytaty Coco Chanel:

  • „Perfumy to niewidoczny, niezapomniany i jedyny w swoim rodzaju dodatek w sferze mody, który zapowiada przybycie kobiety i wciąż jeszcze pobrzmiewa, gdy ona już odeszła.”
  • „Rzeczy luksusowe muszą być wygodne, bo jeśli takie nie są, to nie są luksusowe.”
  • „Niektórzy ludzie uważają, że luksus jest przeciwieństwem biedy. Ale tak nie jest. Jest przeciwieństwem wulgarności.”
  • „Kobieta, która nie używa perfum, nie ma przyszłości.”
  • „Na które miejsca ciała kobieta powinna aplikować perfumy? Wszędzie tam, gdzie chciałaby być całowana.”
  • Nazwa „mała czarna” została po raz pierwszy użyta przez Madame Chanel jako krytyka jej rywalki w świecie mody, Elsy Schiaparelli. Chanel napisała: „Szecherezada to proste. Mała czarna sukienka to trudne."

 

 

Zdjęcia:

1-6 – Gabrielle „Coco” Chanel

7, 8 – Kampania reklamowa domu mody Chanel na wiosnę/lato 2011 – dom mody idzie z duchem czasu dochowując jednocześnie wierności stylowi Madame Chanel

9 –  Karl Lagerfeld na zakończeniu pokazu wiosna/lato 2009  Ready to Wear, Paryż

10 - Karl Lagerfeld na pokazie kolekcji Chanel wiosna/lato 2011, Paryż Haute Couture

11 - Gabrielle "Coco" Chanel

Vivienne Westwood: "You have a much better life if you wear impressive clothes"

Ilekroć nachodzą mnie refleksje, że starość musi być smutna myślę sobie, o Vivienne Westwood. Vivienne to skandalistka i prowokatorka, ale przede wszystkim utalentowana projektantka. Niektóre z tych skandali to kokieteria, jak na przykład pojawienie się na spotkaniu z angielską królową bez majtek i poinformowanie o tym prasy, ale Westwood zdążyła już wielokrotnie udowodnić, że jej styl życia to nie poza i naprawdę ma rockową duszę.

Paris Fashion Week Jesień/zima 2011, Westwood z modelkami

Historia rozpoczyna się 1965 roku, kiedy Westwood poznaje Malcolma McLarena. W zasadzie od dawna interesowała się modą i sztuką, ale porzuciła studia na Harrow School of Art i została nauczycielką w szkole podstawowej. Stwierdziła, że dziewczyna z klasy robotniczej, jak ona,  nie zarobi na życie w świecie sztuki. Niedługo przekona się jak bardzo się myliła. McLaren i Westwood szybko zostają parą i otwierają na londyńskim King's Road sklep z ubraniami, akcesoriami i płytami – piorunującą mieszankę muzyki i mody.  Styl ciuchów to połączenie inspiracji strojami motocyklistów i prostytutek. Szokującymi pomysłami Vivienne przebija dzisiejsze skandalistki: na koszulkach pojawiały się na przykład fotografie nagich czarnoskórych mężczyzn i białych piersi oraz teksty pornograficzne. Pomysłów pna swoje prace para szukała także u fetyszystów. Początkowo sklep nazywa się „Let It Rock”, ale później będzie zmieniał kilkakrotnie nazwę, na przykład na  „Too Fast to Live, Too Young to Die” lub „Sex.” Ostatecznie została nazwa World’s End – funkcjonuje do dzisiaj. Charakterystycznym elementem wystroju był zegar z trzynastoma godzinami na tarczy – symbol sklepu który także pozostał z nim do dnia dzisiejszego.

młoda Vivienne WestwoodButik prowadzony przez Vivienne Westwood i Malcolma McLarena na 430 King’s Road w Londynie

Kiedy McLaren został menedżerem Sex Pistols, członkowie zespołu nosili projektowane przez parę ubrania. Ten styl wpisywał się idealnie w klimat lat 70-tych. Vivienne Westwood nadawała ubraniom punkowy charakter za pomocą agrafek, żyletek, ćwieków, zamków i łańcuchów. Ten styl będzie już zawsze jej znakiem charakterystycznym. Ale projektantka nie idzie w kierunku banału, tak samo jak punkowe klimaty fascynuje ją tradycyjne angielskie krawiectwo, zarówno w fasonach jak i charakterystycznych elementach, takich jak szkocka krata. Vivienne wykorzystuje angielskie „świętości” jak wizerunek królowej lub brytyjska flaga w nieoczekiwanych połączeniach. Balansując na granicy profanacji promuje tradycyjne brytyjskie wartości pokazując, że nie muszą być nudne i zachowawcze. Londyn lat 70-tych ją pokochał.

Pierwszy pokaz Westwood odbył się w 1981 roku i zainspirowany został strojami piratów. Zebrał bardzo pochlebne recenzje. Projektantka pokazała wysoki kunszt krawiecki i pomysłowość w wykorzystaniu historycznych motywów i XVIII-wiecznych technik szycia. To także stało się jej znakiem rozpoznawczym. Westwood wielokrotnie sięgała po historyczne inspiracje. Głośna była na przykład kolekcja z 1987 roku, „Harris Tweed” w której pojawiły się motywy zaczerpnięte z brytyjskiej sztuki i literatury oraz materiały takie jak tweed, aksamit i tafta.

Pokaz Anglomania 1993

Projektantka zawsze kieruje się swoją intuicją, układając ubrania wprost na modelkach, łącząc rzeczy pozornie do siebie nie pasujące i wielokrotnie łamiąc reguły. Chętnie miesza tandetę z przepychem, do wiktoriańskich motywów dodaje postrzępione brzegi i rozdarte szwy przypominające o jej punkowych korzeniach. Wielokrotnie udowodniła, że angielska moda nie musi być nudna i że może stanowić nieograniczone źródło inspiracji. Z doskonałym skutkiem łączy przewrotnie tradycję z rebelianckimi ideałami. Pokazy Westwood to show, artystyczne wizje i szalone pomysły. Jej stroje stały się źródłem inspiracji dla niezliczonych prac innych projektantów. Styl projektantki to połączenie mody ulicznej lat 70-tych, wpływ strojów historycznych z krytyką społeczno-polityczną. Matka chrzestna punk rocka nie ulega bieżącym modom. Wie czego chce a buntu i nonkonformizmu nie ubywa jej z wiekiem. Za to właśnie ją kochamy.

Vivienne Westwood całuje modelkę na pokazie Ready to Wear Wiosna/lato 2011 podczas Paris Fashion Week, 1.10.10

Ready to Wear Wiosna/lato 2011

Ready to Wear Wiosna/lato 2011

Ready to Wear Wiosna/lato 2011

Prywatnie Vivienne angażuje się w promowanie ekologicznego stylu życia, przeciwdziałanie zmianom klimatycznym i nadmiernej konsumpcji. Nawołuje do bojkotu fast fashion i namawia do przemyślanych zakupów i noszenia tych samych ubrań przez wiele lat. Nie boi się narazić swoimi opiniami: ostatnio skrytykowała ulubienicę Anglii, Kate Middleton mówiąc, że chętnie zaprojektowałaby coś dla niej, ale musi poczekać aż nabierze trochę stylu.

Za co jeszcze kochamy Vivienne Westwood?

  • Jest twszechstronna: projektowała dla kapel punkowych jak Sex Pistols czy New York Doll ale także stworzyła kostiumy do „Opery za trzy grosze” Bertolda Brechta i Kurta Weilla.
  • W 1989 r. „Women’s Wear Daily” uznał ją za jedyną kobietę wśród najważniejszych kreatorów mody, obok Karla Lagerfelda, Giorgio Armaniego, Emanuela Ungaro i Yves Saint Laurenta.
  • Nadano jej tytuł Honorary Senior Fellow w londyńskim Royal College of Art. W 2006 roku otrzymała Order Imperium Brytyjskiego „za zasługi dla mody".
  • Ma ciągle świeże i niestandardowe pomysły jak śliczne buty, pachnące gumą balonową, Melissa.
  • Kogo byłoby stać na nagie, nieretuszowane zdjęcia w wieku 70-ciu lat? Chyba tylko Vivienne. Możemy je podziwiać na wystawie Juergena Tellera "Man with Banana."

 

 

Na koniec kilka zdjęć z pokazu kolekcji Vivienne Westwood na Jesień/zimę 2011:

 

Zdjęcia:

1. Paris Fashion Week Jesień/zima 2011

2. Młoda Vivienne Westwood

3. Butik prowadzony przez Vivienne Westwood i Malcolma McLarena na 430 King’s Road w Londynie w latach 70’

4. Koszulka z nadrukiem okładki Sex Pistols "Anarchy in the U.K."

5. Vivienne w kontrowersyjnej koszulce swojego autorstwa „I am not a terrorist. Please don’t arrest me”

6. Pokaz Anglomania, 1993

7. Vivienne Westwood całuje modelkę na pokazie Ready to Wear Wiosna/lato 2011, 1.10.2010

8, 9, 10. Pokaz Wiosna/lato 2011 podczas paryskiego tygodnia mody

11, 12, 13, 14. Westwood w obiektywnie Juergena Tellera

 

sobota, 16 kwietnia 2011
Coś na dzisiejszy wieczór

Enjoy :-)

 

 

 

 

21:16, hhhypnotic , muzyka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 kwietnia 2011
Altewai.saome wiosna/lato 2011

Mam słabość do młodych projektantów wywodzących się ze Szwecji i zawsze gdy o jakimś słyszę chcę przyjrzeć mu się z bliska. Tak było i z tą kolekcją. Altewai.saome założyły dwie młode projektantki z Malmö, Natalia Altewai i Randa Saome. Dziewczyny studiowały we Włoszech. Jest i polski akcent!!! Mama jednej z dziewczyn jest Polką. Nie jest to typowo szwedzki styl (jak Acne, Filippa K.) , może stanowi połączenie szwedzkiego z włoskim? Na pewno kolekcja jest ciekawa. Znajdziemy w niej modne elementy (spodnie dzwony, rozkloszowane sukienki, biel z must have tej wiosny - białą sukienką), ale zauważymy też charakterystyczny styl, cała linia uszyta jest bowiem z tych samych materiałów, powtarzają się wzory i zaledwie kilka kolorów. Jest bardzo spójna. Co jako pierwsze rzuciło mi się w oczy? Nie wygląda jak typowo wiosenno-letnia kolekcja. Głownie za sprawą kolorów – dominuje szarość, beż, trochę brudnego niebieskiego, grafit. Wszystkie kolory są stłumione, jedynie biel jest czysta. Materiały z których uszyto spódnice i szorty są dość ciężkie. Brakuje typowo letnich ubrań. Gdybym nie wiedziała, pewnie powiedziałbym, że to musi być jesienna kolekcja. Ale kilka rzeczy naprawdę mi się podoba. Szczególnie sukienki, koszule, szorty z wysokim stanem.

Widać wyraźne inspiracje latami 60-tymi i 70-tymi – we wzorach (graficzne i kwiatowe), kolorach i formach – rozkloszowane sukienki, pudełkowe żakiety, spodnie w kant, okrągłe kołnierzyki przy koszulach i sukienkach. Także sposób kombinacji ubrań i kolorów jest typowy dla lat 60-tych. Szorty i mini spódniczki mają wysoki stan i linię litery A.

Bardzo ciekawe są koncepcje łączenia materiałów i kolorów na przykład kwieciste wstawki, beż z brudnym niebieskim. Można zauważyć ciekawe detale, jak lamówki przy sukience i żakiecie, kontrastowe rękawki w t-shirtach. Dodatkiem do niektórych ubrań są paski zrobione ze sznurka. Słabym punktem są, jak dla mnie, spodnie z lśniących materiałów (kilka par pojawiło się w kolekcji) i to, że część spodni nawet na niezwykle chudej modelce wyglądają na przyciasne w biodrach i nieciekawie  się marszczą (na stronie marki, nie wklejam, bo skupiłam sie na ciekawszych zestawach).

Kolekcję uważam za udaną, ciekawą, wnoszącą coś nowego na rynek ubraniowy. Ubrania nadają się do noszenia na co dzień, ale daleko im do banału. Linia ma w sobie coś charakterystycznego, jest spójna i konsekwentna. Na stronie marki można już zobaczyć kolekcję na jesień-zimę i muszę przyznać, że jest świetna. Na pewno będę obserwować ten duet.

 

Acne wiosna/lato 2011

Acne to szwedzka marka, która wypuściła swoją pierwszą kolekcję w 1998 roku. Reprezentuje typowo skandynawski, minimalistyczny i prosty styl. Obecnie dyrektorem kreatywnym Acne jest Jonny Johansson. Najnowszą kolekcję miałam okazję zobaczyć na żywo, w butiku marki w Norwegii. Muszę przyznać, że prezentuje się jeszcze lepiej na żywo niż na zdjęciach. Głównie za sprawą doskonałej jakości materiałów i staranności wykonania. Niektóre, drobne detale trudno dostrzec na zdjęciach no i trudno dotknąć materiałów – w tych można się naprawdę zakochać.

W kolekcji na wiosnę i lato 2011 dają się zauważyć bieżące trendy, ale nie te najbardziej oczywiste. Znajdziemy tam i długości maxi i ciekawą wersję obowiązkowej w tym sezonie małej białej. Z soczystych kolorów pojawia się pomidorowa czerwień i pomarańcz, reszta jest w raczej neutralnych, niekiedy spranych kolorach. Sporo jest odcieni nude, trochę białego, granatu i rozmytych szarości. Marka lansuje monochromatyczny look, bez kontrastów, bez kolorowych elementów. Trendem, który zdominował kolekcję jest minimalizm. Acne lansuje surowy, prosty look, tak bardzo ograniczony w formie i kolorach, że aż wyrafinowany. Minimalistyczne fasony bardzo zyskują na sylwetce, dopasowując się do niej. Niektóre oversizowe elementy pozostawiają dużą dowolność noszenia, dają się formować na sylwetce, na przykład za pomocą paska, ale mogą być też noszone nonszalancko bez niczego i przy każdym ruchu tworzyć nowy kształt.

Dominują lekkie materiały, głównie jedwabie, łączone z ciężkimi, jak skóra. Diabeł tkwi w szczegółach i precyzyjnym wykonaniu. Na niektórych ubraniach wytłoczone lub nadrukowane są delikatne wzory w azteckim stylu. To również ukłon w stronę dominujących tendencji, ale nienachlany, wyrafinowany. Nawet gdy trend przeminie te ubrania będzie można nadal nosić. Wzrok przyciąga skórzana kurtka nabijana, nie, nie ćwiekami, ale dużymi, czarnymi perłami - ciekawe połaczenie stylu punk z czymś kobiecym i delikatnym. Perły pojawiają sie na kilku elemntach kolekcji i dodają tym surowym formom nieco subtelności.

Wiele rzeczy w kolekcji Acne naprawdę mnie zachwyca, ale nie mogę przeboleć jednego elementu – ciężkich, kanciastych koturn. Część z nich przypomina podwyższone buty gejszy, część sandałki, swoją kanciastą wersję mają nawet kozaki. Podobne koturny było modne w drugiej połowie lat 90-tych i faktycznie dużo dziewczyn je nosiło, ale to coś o czym chciałoby się zapomnieć. Obok tych olbrzymich koturn, minimalistycznych form i wysokiego stanu w spodniach i spódnicach, o inspiracjach z drugiej połowy lat 90-tych przypominają jeszcze elementy z błyszczącej, metalicznej skóry przypominającej wyglądem plastik (spódnice, sukienka).

Kolekcja jest udana i bardzo inspirująca. Acne nie schodzi z wytyczonego kursu. Kursu na minimalizm i wysoką jakość. Typową także dla innych skandynawskich projektantów (jak na przykład Filippa K., którą także bardzo lubię. Marka jest na bieżąco z najnowszymi tendencjami, ale podchodzi do nich z dużym dystansem, konsekwentnie trzymając się charakterystycznego dla marki stylu. Za to również duży plus.

 

La Mania wiosna/lato 2011

O marce La Mania zrobiło się ostatnio bardzo głośno, jest nowością na polskim rynku i z pewnością warto się jej lepiej przyjrzeć. Kolekcja na wiosnę/lato 2011 jest drugą w dorobku marki założonej przez Joannę Przetakiewicz. Za kształt kolekcji odpowiada projektantka Magdalena Butrym – to wszystko gwoli  przypomnienia, bo pewnie każdy orientujący się choć trochę w modzie już miał okazję o tym przeczytać lub usłyszeć. Pierwsza kolekcja odniosła duży sukces i rozbudziła apetyt na więcej. Czy został on zaspokojony? I tak, i nie. Co znajdziemy w kolekcji? Dużo sukienek, to one są najmocniejszą stroną linii. Po pierwsze rozkloszowane, inspirowane latami 50-tymi i 60-tymi. Po drugie zwiewne, nieco romantyczne. Po trzecie proste, o ciekawych formach, bez rękawów lub na jedno ramię, w beżu lub mocnym kolorze. Trochę jest też długości maksi z wysokim rozcięciem– sukienek i spódnic łączonych ze skórzaną górą. Część sukienek, topów i marynarek ma baskinkę. Znajdziemy tu też spodnie dzwony i płaszcze.

Po pierwszym, pobieżnym spojrzeniu na tę kolekcję miałam dwie refleksje: dużo pięknych rzeczy i dużo z tego już było. Nie tylko na wybiegach, ale także w sieciówkach. Czy to źle? Trudno powiedzieć. Jeżeli szukamy najnowszych trendów i dokładnie po nie przychodzimy do sklepu, znajdziemy je w kolekcji La Mania. Dużo bieli, kontrastowe połączenie bieli z czernią, sporo beżów i intensywne kolory: pomarańcz, róż, limonka. Poza tym rozkloszowane sukienki. To nie tak, że mi się to nie podoba. Bardzo mi się podoba i kilka z tych sukienek (właściwie większość, poza tymi z baskinkami) chętnie widziałabym w swojej szafie. Sukienki La Manii są kobiece, eleganckie i zgodne z najnowszymi tendencjami. Mój faworyt to te zwiewne, jasne, idealne na lato. Są także praktyczne, część nadaje się na co dzień, część na wszelkiego rodzaju większe wyjścia i uroczystości. Nie są zbyt ekstrawaganckie – nie zszokujemy nimi babci na weselu kuzynki. Także jest to na pewno kolekcja do noszenia. Nie zachwycają biało-czarne zestawy ze spodniami-dzwonami i żakietami – zbyt biurowe w złym tego słowa znaczeniu. Nie podobają mi się wyżej wspomniane baskinki, bo tworzą dziwną formę na sylwetce. Zaciekawił mnie skórzany top w karmelowym odcieniu (mam słabość do skórzanych ubrań), ale na zdjęciu kiepsko się układa, nie powinno mieć to miejsca w udanej skądinąd sesji zdjęciowej.

Cała linia jest prosta, minimalistyczna w formach, pozbawiona ozdób, może poza kilkoma detalami, jak na przykład skórzane kołnierzyki w sukienkach a’la lata 60-te -ten element  akurat bardzo mi się podoba. Atutem kolekcji są naturalne materiały – jedwabie, wełny. Plus również za dostępność ubrań na stronie internetowej i dokładne opisy z propozycjami z czym daną rzecz nosić i z jakimi akcesoriami łączyć. Dobrze, że umieszczono także informacje o sposobach konserwacji ubrań – tylko czyszczenie chemiczne.

Kolekcja jest bardzo estetyczna i po prostu ładna, nie szokuje, nie prowokuje. Można powiedzieć, że ciuchy zaprojektowano tak aby zminimalizować ryzyko, że ktoś ich nie kupi. Piękne, eleganckie sukienki są odpowiedzią na potrzeby kobiet. Mam jednak wrażenie, że kolekcja nastawiona jest na komercyjny sukces a nie na realizację jakiejś nowatorskiej wizji projektanta. Czy to dobrze? Z jednej strony tak, ponieważ przeciętna kobieta potrzebuje ciuchów do noszenia – do pracy, na co dzień, na mniejsze i większe wyjścia. Polska ulica jest konserwatywna i słabo toleruje ekstrawagancje, o czym sama wielokrotnie się przekonałam. Teraz druga strona: zależy jak pojmujemy modę. Czy ma być tylko użyteczna i ładna czy jest też sztuką, eksperymentowaniem i ciągłym kreowaniem czegoś nowego? Myślę, że jedno i drugie. Od nas zależy jak na nią patrzymy. Jeśli szukamy „czegoś więcej” i lubimy rzeczy zaskakująco oryginalne, raczej nie zostaniemy miłośnikami La Manii.

Wróżę tej kolekcji duży komercyjny sukces (zresztą polskie gwiazdy i gwiazdeczki już masowo pojawiają się w strojach marki na salonach) ale La Mania nie zaskakuje, nie inspiruje i nie kreuje nowych tendencji.

środa, 13 kwietnia 2011
Czy już to gdzieś widziałam?

Czasem oglądając jakieś zdjęcie ogarnia mnie dziwne uczucie - deja vu? Być może. Wszak niektórzy mówią, że wszystko już kiedyś było no i inspiracje trzeba skądś czerpać...

1. Brasserie Lipp, Henri Cartier-Bresson, 1969 Paryż

2. Anja Rubik w edytorialu Toutes Jambes, Terry Richardson, Vogue June/July 2009

Niemal takie samo zdjęcie 40 lat później, efekt równie udany.

Drugie zdjęcie pochodzi z kampanii reklamowej Diesel, na pirwsze trafiłam gdzieś w sieci i niestety nie znam jego źródła. Pomysł podobny, Diesel jak zwykle prowokuje.

 

Niestety też nie wiem skąd to, ale inspiracja wydaje się być oczywista.

 

 

 

 

20:41, hhhypnotic
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2